Recenzje z Łódzkiego Przeglądu Teatrów
Amatorskich
październik 2005r
Performance multimedialny "Obszary niedopowiedzeń"
 |
Wygrała skromność. Jury
tegorocznej ŁóPTY nagrodziło pokorę młodych ludzi, którzy
zrezygnowali z wyrafinowanych środków i prosto opowiedzieli
o najważniejszych dla siebie sprawach. I tak zwyciężyły
spektakle dotykające problemów z nawiązywaniem kontaktów
i okazywaniem uczuć, zagrożeń narkotykami i tyranii popkultury.
Dobre technicznie, oszczędne w środkach, ale niebezpiecznie
ocierające się o banalność. W efekcie nie doceniono bardziej
złożonych zjawisk. Przede wszystkim szkoda, że wśród laureatów
zabrakło młodych twórców z Pracowni Ruchu Otwartego PRO
z Łodzi.
Ich multimedialny performance Obszary niedopowiedzeń podąża
w kierunku wyznaczanym przez najwybitniejszych artystów
sztuki interaktywnej (Tomasza Walickiego czy też Steiny
Vasulki i Michaela Sarpa). Odrzucają oni tradycyjny sposób
porządkowania działań artystycznych. Rezygnują z podziałów
na głównego twórcę i jego zespół z wydzielonym zakresem
kompetencji. Choreografia powstaje w wyniku aktywnego
udziału wszystkich członków zespołu (luźno nadzorowanego
przez Katarzynę Martykę). Równoważnymi elementami spektaklu
są obraz (kreowany przez stypendystę Wydziału Operatorskiego
PWSFTviT, Olmo Couto) i dźwięk, podobnie jak taniec głównych
aktorów - improwizowane.
Tancerki wykonują improwizowane ruchy tańca współczesnego
na tle ekranu, na który projektowane są (generowane na
żywo) animacje, zmiksowane z obrazem tańczących postaci
(filmowanych również na żywo przez operatora krążącego
wokół sceny). Co więcej, światła ustawiono tak, aby aktorki
rzucały cień na ekran, dzięki czemu wszystkie elementy
ulegają zwielokrotnieniu i nałożeniu.
Spektakl świadomie odcina się od dyskursywnych form przekazu
Brak tu linearności czy narracji, nie ma ciągu przyczynowo-skutkowego
ani punktu centralnego. Łącznikiem nie jest fabuła, lecz
rytm i dynamika spektaklu.
Nic więc dziwnego, że publiczność poczuła się zdezorientowana.
Wszystkim się podobało, jury doceniło plastykę ruchu,
ale nikt nie potrafił powiedzieć, co z tego wynika. Jurorzy
wytknęli twórcom, że przedstawienie nie niesie ładunku
dramatycznego posiadającego pewną ciągłość i że brakuje
w nim nadawania znakom teatralnym sensu, który usprawiedliwiałby
ich trwanie.
A przecież niekoniecznie coś z tego powinno wynikać. Takie
przedsięwzięcia walczą z naszym głęboko zakorzenionym
przeświadczeniem, że dzieło samo w sobie posiada jakiekolwiek
znaczenia i sensy. W sztuce interaktywnej artysta nie
tworzy sensu dzieła. Ma on tylko nakreślić kontekst, "pole
komunikacji", na którym każdy z widzów może również stać
się artystą. Stworzyć swoje własne, prywatne dzieło sztuki
i dopiero potem, jeśli ma na to ochotę, nadać mu wybrany
przez siebie sens. Jednak zawsze nietrwały i subiektywny,
pozbawiony totalitarnych aspiracji do bycia jedynym możliwym
Sensem, który wszyscy powinni teraz przyjąć.
Niestety, w gąszczu tradycyjnych, często nieudanych przedstawień
ciężko odróżnić to, które nie ma sensu, od tego, które
tylko nie podaje go na tacy. Szkoda, że wydarzenie tak
bardzo "na czasie" (i to wykonywane przez teatr amatorski!)
przemknęło zupełnie bez echa.
biskupski@o2.pl
Recenzje z Łódzkiego Przeglądu
Teatrów Amatorskich
październik 2004r
Spektakl "Okiem
ćmy"
Tego nam było trzeba! Na ŁóPTA większość spektakli porusza
trudne i ciężkie tematy. To dobrze, ale człowiek jest
istotą, która potrzebuje równowagi i nie zdziwiłabym się,
gdyby ktoś zatęsknił za pięknym, ciepłym oraz plastycznym
teatrem. Myślę, ze występ "Oczami ćmy" jest
wspaniałym antidotum na te wszystkie tęsknoty.
Wszystko, co dzieje się na scenie jest zwiewne, gibkie
i "miękkie", ale zarazem odpowiednio sprężyste.
Na twarzach i w ruchach aktorów można zobaczyć radość,
jaką daje im taniec. A jest, z czego się cieszyć...
Twórcy przedstawienia w niesamowity
i pomysłowy sposób wykorzystali ruchy rąk i nóg, które
miejscami "same" pojawiały się na scenie. Zachwyciło
mnie to, że po raz kolejny zobaczyłam spektakl teatru
tańca bez rekwizytów (oprócz materaca - co by sobie aktorzy
boczków nie poobijali (nie tylko po to; przecież materac
"robi tu" za łóżko, a przecież wariacji wokółłóżkowych
dotyka ten spektakl - przyp. red.)) i wymyślnych strojów,
który udowodnił,
że ruch jest na tyle bogatą formą wyrażania emocji na
scenie, że wszystkie inne przedmioty stają
się po prostu bezużyteczne.
Muzyka w "Oczami ćmy"
jest dla aktorów nie dodatkiem albo wypełnieniem, ale
przyjacielem, z którym ręka w rękę kroczą przez spektakl.
To dzięki niej wyraźny staje się każdy gest dłonią, każde
ruszenie palcem u nogi, a odpowiednie światło nadaje
im ostrości.
Czujny widz z pewnością może dostrzec jakieś niedociągnięcia,
ale jak mówią twórcy spektaklu
"to przedstawienie jest inne za każdym razem
i aktor wychodzi na scenę z określonym zadaniem,
a nie z nauczoną kwestią". Tak zresztą właśnie
wyobrażam sobie kwestię improwizowania na scenie.
Wszystkie elementy spektaklu są dozowane tak, iż widz,
po obejrzeniu nie czuje ani niedosytu, ani przesytu. A
to ważne i nie każdemu się udaje. Było niewinnie, momentami
dziecięco i po prostu ślicznie. "Oczami ćmy"
to balsam dla ducha i oczu.
marta
Moim okiem to wyjątkowy spektakl. Subtelny, zabawny, taki,
jaki chciałoby się obejrzeć
jeszcze raz, i jeszcze. Ważne, że kończy się on w najwłaściwszym
momencie.
Granica między niedosytem a przesytem jest naprawdę cienka
i potrzeba wiele wyczucia,
by pozostawić widza po pożądanej stronie. Mało komu udaje
się ta sztuka. Nie dość jednak na tym: Teatr Tańca "PRO"
zaprezentował układy pełne płynności, delikatności o najzwyklejszych
w świecie w świecie rzeczach, takich codziennych, powszechnych.
I trudno nie ulec urokowi złoszczących się, czy rozwścieczonych
dłoni, które godzą się za chwilę przyjaznym uściskiem
lub przechwalającym się stopom.
Większość układów tancerze wykonują w pozycji leżącej
albo siedzącej (świetny pomysł!), są niezwykle gibcy,
zwinni, stąd wrażenie "miękkości" wszystkich
ruchów. Elastyczność w połączeniu ze spontanicznością
stworzyła niezapomniany efekt. Widać zamiłowanie twórców,
radość, z jaką tańczą, która staje się też udziałem widzów.
Ćmy to mają dobrze.
ania
Na takie spotkanie z teatrem czekałam i potrzebowałam
go bardzo. Trudno dziś, bowiem doświadczyć tyle skondensowanego
ciepła, piękna i zarazem prostoty w jednym miejscu. Trudno
też sprawić, by widzowie poczuli się przez chwilę lepiej,
by zrobiło się im raźniej i weselej. Większość współczesnych
twórców, bowiem porusza tematy niekiedy cięższe niż potrafi
udźwignąć scena. Dziś poczułam prawdziwy powiew świeżego
powietrza i dobrej energii.
Połączenie pozytywnych dźwięków muzyki z tańcem i świetnymi
pomysłami choreograficznymi
to prawdziwie smakowita porcja wrażeń. Pracownia Ruchu
Otwartego rzeczywiści potrafi z ruchu, dźwięku i osobowości
tancerzy stworzyć spójną całość. Artyści zapewnili nam
komfort oglądania profesjonalnego, czystego i zdyscyplinowanego
ruchu, a w tego typu przedsięwzięciu jest to bardzo istotne.
Co jednak dla mnie najważniejsze, twórcy posiedli umiejętność
tworzenia atmosfery, ładnych i oryginalnych obrazów z
wdzięczną oszczędnością i radosną prostotą. To był bardzo
miły akcent kończącego się dnia.
gaja